kto kogo wyprzedził na schodach trapu z rządowego samolotu
(bez pytań dlaczego do cholery nie przystawiono go do rękawa),
o tym co jeden mały w trakcie podpisywania parafki powiedział
innemu dużemu zaganianemu jak zagubiony zwierzaczek,
o tym że jeden pan coś powiedział o innym panu.
Hałas.
Tak mało prawdziwych refleksji nad tym co się u nas
i u innych ważnego dzieje.
Wielki kraj z daleka będzie u nas stawiał część tego co jest częścią
jego najbardziej istotnego mechanizmu - mechanizmu obrony
przed atakiem z zewnątrz.
Inny duży kraj, znacznie bliższy geograficznie, ale odległy tak jak
to tylko możliwe we własnych poglądach na porządek świata,
burzy się gdy ta wiadomość obiega świat.
Tyle tu przebierańców, że ciężko się połapać.
Do Kowalskiego przyszedł Wiśniewsky i zamontował alarm przed
włamywaczami - taki sprytny, że ochroni jednego i drugiego,
ale musi być w paru miejscach, co by go co żwawsi opryszkowie
nie wyrwali zbyt łatwo.
Wisniewsky ma chatę że oj.
Kowalski skromniutki.
Jednemu zależało tak jak i drugiemu.
Dogadali się.
Gucio.
Tyle że sąsiad Kowalskiego, Łasuchow ma im to wszystko za złe.
I nie to, że Łasuchow ma ochotę skrobnąć coś Kowalskiemu.
Niee, absolutniee niee.
Ale, u Łasuchowa dyskomfort, wiecie.
Dyskomfort, do cholery dlaczego?
Może dlatego, że Łasuchow tak do końca wcale nie myśli
o Kowalskim jako o sąsiedzie? Może dla niego to tylko sublokator
w mieszkaniu prawie własnym?
A może ten kawałek papieru różni się tak bardzo od innych,
że Łasuchow się robi nerwowy, że to mieszkanie już będzie
Kowalskiego na dobre?
Bo, jak się zacznie dobierać Kowalskiemu,
to Wiśniewsky się zainteresuje tym co się tam dzieje?
Kiedyś też mógł, ale w zasadzie nie miał po co.
Teraz ma.
Był taki czas, dawno temu, gdy Kowalski miał na pieńku z tatą
Łasuchowa i innym z tej sammej klatki Helmutzkim.
Dwa oprychy takie były na tej samej klatce.
Kowalski się umówił z resztą sąsiadów,
że jakby co, to sobie będą pomagać.
Nawet rodzinne złotka do jednego zaniósł, co by łobuzów nie kusiło.
Też sobie papierki popodpisywali, o tym jak będą sobie pomagać.
I co?
Jajco.
Łasuchow się z Helmutzkim dogadali,
Kowalskim się do chaty wprowadzili.
Zła ludziom okropnie dużo narobili,
wszystko co cenne zabrali, zarazę czerwoną zostawili.
A sąsiedzi?
Telegramy do oprychów wysyłali - tyle były ich papierkowe obietnice warte.
Rodzinne złotko, owszem, chętnie przygarnęli.
Synów Kowalskich do pilnowania swoich śmieci równie chętnie przyjęli.
Ale swoich wygodnych dupeczek nie ruszyli.
Dzisiaj Kowalscy chcą mieć przyjaciół wszędzie.
Tyle, że niektórzy zrozumięli, jak marne obietnice składa się na papierze,
a o jak wiele pewniej się można czuć, gdy Wiśniewsky ma u nich coś
na czym mu samemu zależy.
Gdyby to sąsiedzi w dawnych czasach zostawili swoje rodzinne złotka
u Kowalskich, to zapewne nie słaliby tych cholernych telegramów,
tylko się skrzyknęli i oprychów z mieszkania Kowalskiego przegonili.
Morałek?
Papierki się przydają, ale bez autentycznego interesu w chronieniu
innych nigdy nic z nich nie wynika.
Można mieć sterty obietnic, paktów i sprzymierzeń.
To tylko puste, bezwartościowe literki na dobrze zmielonym drewnie.
To co się liczy to zapieczone we wzajenmych powiązaniach zależności.
Integracja tak daleka, że nie do pomyślenia jest zostawienie jednego
z mieszkańców na pastwę oprychów, a jeszcze bardziej nieprawdopodobne
by wszczynać jakieś burdy wewnątrz wspólnoty.
Bo jeżeli u Kowalskich robi się wszystkie zapałki, a u pozostałych
tylko do tych zapałek pudełka, to albo zadbają, by u Kowalskich
był spokój, albo im te wygodne tyłki przymarzną do równie
wygodnych foteli robionych u Smythsów.
Nikt nie broni papierów, ale każdy, nawet najbardziej cyniczny
i wyrachowany mieszkaniec musi myśleć o innych, gdy jakość,
a zwłaszcza pewność jego własnego życia zależy od stabilności
innych wokół niego samego.
Dlatego właśnie Kowalscy tak wspominają tamten Wrzesień
i dlatego należy się cieszyć że Wiśniewsky doszedł do wniosku,
że akurat tutaj mu pasuje.
Szkoda, że naród znany u nas z dzielnych kierowców czołgów,
nie miał tyle szczęścia co my, i zapłaci gehenną dużej części
swoich mieszkańców.
Nie mięli szczęścia - tam nadal wysyła się telegramy.
A co niektórzy bardziej zapobiegliwi już dzisiaj przygotowują dobre kontakty
z Łasuchowem - no bo przecież trzeba być realistą:
2008/09/12 from www.worldatlas.com:
The Georgia maps and information pages are currently being revised,
but will be posted soon.
/john61